Szukaj

niedziela, 3 stycznia 2016

ONE SHOT!

W oczekiwaniu na nowe opowiadanie postanowiłyśmy napisać dla was one shot. Zaprosiłyśmy do wspólnego pisania koleżankę i każda z nas stworzyła postać do... trójkąta. He he... zobaczycie co wyszło. Z początku zamysł był inny, ale według mnie wyszło całkiem niezłe. Całe opowiadanie napisane jest przeplataną narracją trzech osób. Oznaczyłam każdą narrację kolorem włosów postaci ( Trzeci jest białowłosy, ale z racji tego, że raczej na biało nie byłoby widać zrobiłam mu na niebiesko xD). Mam nadzieję, że wam się spodoba ^^ Następne opowiadanie trochę nam się przedłużyło...he... he..., ale mam nadzieję że zaczniemy je wstawiać w najbliższym czasie. A teraz życzę wam miłego czytania :) / Saraya
*
*
*


Kolory narracji:
Czarnowłosy
...... 185cm, 26 lata ---------> Saraya.
Czerwonowłosy. 175cm, 18 lat. ---> Tay.

Białowłosy........ 175cm, 22 lata. --------> Koleżanka.
*
*
*
*
*
*
Dzisiaj wyjątkowo skończyłem trening o 16. Trener wydawał się być czymś mocno zirytowany, ale szczerze miałem to gdzieś. Gdy tylko zszedłem z ringu podszedł do mnie i powiedział:
- Kazuya za dwa dni jest walka... prezes dużo na ciebie postawił, więc nie spierdol tego. - warknął. - Zapierdalaj pod prysznic i wynocha. -
Miałem w dupie co do mnie mówi, ale w końcu im szybciej stąd wyjdę tym lepiej. Poszedłem do szatni, ogarnąłem się i wyszedłem. Z kapturem na głowie ruszyłem w stronę centrum miasta. Wkurzające... nie mam co ze sobą zrobić. Nagle, gdy skręciłem w jakąś uliczkę między budynkami zderzyłem się z jakimś gościem. Spojrzałem na niego... w dół. O cholera... ale niski. Bo to jest facet, nie?
Skupiając się na aparacie, nie zwracałem uwagi na to gdzie idę i zderzyłem się z kimś.
- Uh, przepraszam - Podniosłem wzrok do góry. Facet miał na sobie kaptur, a jego twarz wyrażała chłodne emocje. Pomyślałem, że wygląda jak model.  Wgapiałem się na niego przez dłuższą chwile.
Biegłem właśnie do domu moim ulubionym skrótem. Nagle usłyszałem hałas dochodzący z autostrady za mną. Mimowolnie obróciłem głowę do tyłu dalej biegnąc. Wpadłem na jakiegoś wielkiego typa, popychając go na stojącą przed nim blondynkę. Oboje leżeli teraz na cemencie.
 - Ee... Ups?
Wstałem wkurzony, otrzepując się. Ja pierdole co to za czerwonowłosy frajer? Spojrzałem na niego z mordem w oczach.
- Dam ci pięć sekund. Obyś szybko biegał. - warknąłem.
Spojrzałem na niego... w górę... i cały zbladłem. Co to za gangster!? Obróciłem się na pięcie.
Złapałem go za bluzkę i odkręciłem w swoją stronę. Starałem się uspokoić.
- Jest jedna rzecz, która może cię uratować.  - powiedziałem.
Kurwa mać! Ile on waży? Ała…. - Wstałem. 
- Uh…. Cholera… - Zaraz będzie tu mordobicie.  Pozwolić im czy znaleźć inne rozwiązanie...?
- Przepraszam!!! - Krzyknąłem. - Nie mam kasy! - Patrzyłem na niego przerażony...
- To będziesz musiał jakoś zapracować na to, żeby odkupić mi moje ubrania. - Warknąłem.
- I mój aparat... -  Dodałem chłodno.
- Eee... - Rozejrzałem się spanikowany... - Jak?
- Odpracujesz. - spojrzałem na niego z błyskiem w oku.
- Nie chce się wtrącać, ale znam przytulne miejsce do "odpracowania". - Patrzyłem czarnowłosemu w oczy z demonicznym uśmieszkiem.
Spojrzałem teraz na białowłosą dziewczynę, która okazała sie jednak być chłopakiem. Serio? Patrzył na mnie z takim samym wkurwem na twarzy jak tamten typek.
- Dobra... Nie chce się bić! - Rzuciłem podnosząc ręce do góry. Może w międzyczasie rozkminię jak im spierdolić...
- Nikt nie ma zamiaru cię bić. - powiedziałem, uśmiechając się chytrze. - Szkoda twojej buźki.
- Em... Okej... - Przełknąłem ślinę.
Jednym szybkim ruchem przerzuciłem go przez ramię i spojrzałem na białowłosego.
- Daleko jest to miejsce? - spytałem. - Gdzie to zanieść?
- Niedaleko - uśmiechnąłem się przyjaźnie, wracając do mojej niewinnej "maski" - Tędy...
- Ej sam mogę iść! - Co to za typy!? W co ja się wrąbałem!? I czemu oni patrzą na siebie i czytają sobie w myślach!?
Ruszyłem za białowłosym niosąc rudego. Się rudy doigrał.
- Puszczaj! - Walnąłem go w plecy.
Przeszliśmy kilka bloków dalej, gdzie doszliśmy do mojego studia.
- To tutaj... Mam przytulny, wyciszony pokoik, zwany ciemnią studyjną....
- Podoba mi się. - O dziwo z reguły mam raczej sceptyczne podejście do ludzi, ale tego białego chyba polubię. Niby to takie niepozorne, ale charakterek ma niezły. - Masz coś żeby go związać?
- CO!? - Zbladłem. - Ej... Nie róbcie mi tego...
- Heh... Myślę, że znajdę coś... - Spodobał mi się strach w oczach Rudego. Wyjąłem kluczyki i otworzyłem drzwi wpuszczając kolegę do siebie.
Ponownie walnąłem czarnego w plecy. Nie dam się... Co oni mi chcą kurwa zrobić... Co za psychole...
Weszliśmy do ciemnego pomieszczenia, w którym stał obiektyw i białe tło. Spojrzałem na długowłosego, a on od razu pokazał mi w którą stronę mam iść.
W ogóle nie reaguje na moje protesty... Postanowiłem ujebać czarnowłosego w skórę nad łopatką. 
- Kurwa... - puściłem go i przygniotłem twarzą do ziemi... - Oj... grabisz sobie. -
Złączyłem mu ręce na plecach, przytrzymując go kolanem.
Zapaliłem lampy fotograficzne w miejscu gdzie pod ręką miałem najwięcej rzeczy i ustawiłem wprost najprzydatniejsze przedmioty.
- Jak będziesz spokojny to nie będzie boleć rudy. A jak będziesz się szarpać… to będziesz równie czerwony co twoje włosy.
- To co z nim zrobimy? - spytałem.- Cóż… zwiążemy i sprawa rozwiąże się sama… - powiedziałem udając zamyślonego
- Miałem to odpracować, a w tym momencie się nade mną znęcacie psychole... - Mruknąłem.
- Ja bym to raczej nazwał gwałtem. - powiedziałem mu na ucho.
- Gwał... - Otworzyłem szerzej oczy i zbladłem. - Wy naprawdę jesteście psychiczni! - Zacząłem się szarpać. 
- Masz może jakieś kajdanki? Tak będzie najszybciej i najpewniej.
- Zboczeńcy!
-Tak się składa, że mam. Ale nie wiem czy mam kluczyk heh... - Spojrzałem się w dół, uśmiechając się. - Nigdy nie bawiłem się w tego typu rzeczy, więc powiedzmy, że jestem świeżakiem w tych sprawach...
- No wiesz... sznur też się nada. - powiedziałem. - A masz tu łóżko czy wykorzystamy coś innego?
Straciłem nadzieje, na nawiązanie z nimi jakiegokolwiek kontaktu... Jestem w dupie...
- Czemu ja... - Przeklinałem pod nosem.
- Powiedzmy, że byłeś w złym miejscu o złej godzinie. - Usiadłem na nim okrakiem i nachyliłem się by polizać jego ucho. - Zobaczysz... będzie fajnie.
Wzdrygnąłem się lekko pod wpływem jego dotyku, zacisnąłem zęby. 
- I trafiłeś na złych ludzi. Hmm... Sznur... tak raczej tak... poczekaj chwilę - Otworzyłem skrzynię i zacząłem w niej grzebać - Znajdzie się i łóżko, ale nie wiem czy mam ochotę je brudzić. Także możesz się rozejrzeć za czymś i powiedzieć co ci się "podoba".
- Czy tam stoi kozioł gimnastyczny? - spytałem z nadzieją w głosie.
- Hm? - Obróciłem się - No tak. Chcesz użyć?
Czy oni tak na serio... kozioł... To jakiś fetysz?  
- Pewnie, nada się.
- NIE!
-W porządku. O, jest i to. - Wyjąłem z skrzyni sznur z kilkunastu splotów. - Zanieś go tam - Powiedziałem chłodnym nakazującym głosem.
Zrobiłem co nakazał i zaprowadziłem czerwonowłosego do kozła. Położyłem go na nim, mimo że stawiał widoczny opór, a białowłosy związał mu ręce tak, że łączyły się pod przyrządem.
- Dobra! To już nie jest śmieszne... Zrozumiałem... Źle zrobiłem... - Wymamrotałem. 
- Wiesz... Ja nie jestem najlepszy w tych rzeczach... Wiec… co powiesz na to żebym zajął się sobą? - Spojrzałem na czarnowłosego moim neutralnym spojrzeniem.
- Będziesz się masturbował obok? Jesteś z tych, co lubią patrzeć? - zdziwiłem się. - Wolisz robótki ręczne?
- Będę robił zdjęcia. Dobre zdjęcia porno nie są złe. Opłacalne....
- To lepiej będzie wyglądał nago. - powiedziałem i zacząłem ściągać mu spodnie.
Spanikowałem, próbowałem jakoś utrudnić mu zdjęcie ze mnie ubrania, na próżno, w końcu byłem związany. Przełknąłem ślinę. - Zapłacę wam... Tylko mnie zostawcie...
Stanąłem przed nim tak żeby widział i wskazałem mu moje spodnie.
- Myślisz, że teraz mam ochotę cie puścić?
- Mam taką nadzieję? - Udałem, że nie widzę... 
- Nadzieja matką głupich. - zacząłem się lekko śmiać I wziąłem się za ustawianie aparatu.
- To może najpierw ja się rozbiorę. - rozpiąłem bluzę i ściągnąłem z siebie koszulkę.Tacy zgrani, że aż dziwne... - Że tak zapytam... Znaliście sie juz wcześniej? – Westchnąłem. Tak to odpowiedni moment na to pytanie...
Popatrzyłem na nich po kolei. - Ikuo - Mruknąłem, spoglądając w tym momencie na bruneta. - Zajmuje się fotografią "czarnego świata" i rysunkiem. Proszę poznaliśmy się. W połowie.
- Kazuya - powiedziałem i zacząłem rozpinać spodnie. - Walczę w zawodach ,,czarnego świata". Jak na razie niepokonany... inaczej byśmy się tu nie zobaczyli...
Tylko ja nie mam powiązań z "czarnym światem"...? - Jesteście siebie warci... 
- Co ty nie powiesz... - powiedziałem, a moje spodnie opadły w dół. - Ty też nie wydajesz się być normalny. Jak na ofiarę napaści seksualnej strasznie dużo gadasz...
- I nie wyglądasz na jakoś specjalnie przestraszonego. Heh..  – Dodałem.
- A co mam robić!? Pozostało protestować... - Zerknąłem tym razem w stronę białowłosego i z powrotem na gangstera. - Wypuśćcie mnie. - Zrobiłem minę zbitego szczeniaka.
- Po akcie. - powiedziałem i zdjąłem bokserki. - Zbyt się podjarałem, żeby teraz odpuścić, a tobie się przyda nauczka. Będziesz bardziej uważał na ludzi.
Odwróciłem wzrok by już na niego nie patrzeć... To nie są żarty... Naprawdę zaraz zostanę zgwałcony... PRZEZ FACETA! Zrobiłem się jeszcze bardziej blady... Kurwa ja nie chce! Ponowiłem próbę rozwiązania rąk, tym razem w ciszy.
Znowu wróciłem do pozbywania się jego ubrania, gdy już w końcu zsunąłem z niego spodnie i bokserki zacząłem się zastanawiać czy rozerwać mu bluzkę czy spróbować ją jakoś zdjąć.
Nie! I to jeszcze będzie na zdjęciach... W tym momencie zorientowałem się, że mam wolne nogi. Kopnąłem czarnowłosego z całej siły piętą. Walczę do końca...
- Cholera... - Krzyknąłem łapiąc się za brzuch. Spojrzałem na niego wkurzony, po czym zwróciłem wzrok na białowłosego.
Ustawiłem aparat na statywie. Gdy zobaczyłem co się stało podszedłem do czerwonowłosego i gwałtownie zdarłem z niego koszulkę.
- Radziłbym uważać, na twoim miejscu nie chciałbym mieć jeszcze bardziej na pieńku z ulicznym bokserem...
- Masz może jakiś pejcz? Albo chociaż wiosło od kajaka?
Nie ukrywając zaskoczenia, spojrzałem na Kazuye
- Przykro mi, nie... Wiosło... Hah, to chyba przegięcie. 
- Gwałt to przegięcie... - Dodałem.
- Żartowałem. Daj mi chociaż pasek od spodni. - powiedziałem.
Podniosłem koszulkę, akurat miałem go na sobie. Cholera teraz będę się poprawiał...
- Masz. 
Kiwnąłem mu w podziękowaniu i bez zastanowienia wymierzyłem siarczyste uderzenie w pośladek czerwonowłosego.
- Au... - Spojrzałem na niego przerażony.
Uśmiechnąłem się na ten dźwięk....he... he... Wymierzyłem kolejny i w tej chwili usłyszałem kliknięcie aparatu.
Stanąłem przed nimi i celowałem obiektywem wprost na najciekawsze obszary.
- Nie... Proszę was... - Mruknąłem.
Wymierzyłem jeszcze kilka następnych, aż jego tyłek zrobił się cały czerwony, po czym przeszedłem tak, że stanąłem przed nim. Odrzuciłem pasek na bok i schyliłem się do niego, nasze twarze dzieliły milimetry.
- Seksownie wyglądasz na tym koźle, wiesz? - Wpiłem się w jego usta, od razu wpychając do środka język. Całowałem go namiętnie, podgryzając lekko jego dolną wargę. Co chwilę słyszałem dźwięk robionych nam zdjęć. Złapałem jego włosy i odciągnąłem mu głowę do tyłu.
- Weźmiesz go grzecznie do buzi czy raczej nie powinienem ryzykować? - spytałem patrząc na niego z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
Popatrzyłem na niego zmieszany... On tak serio...?
- W życiu....
- Tak myślałem. - powiedziałem i puściłem jego głowę. - W takim razie będzie mi musiał wystarczyć twój tyłek. - Po wypowiedzeniu tych słów udałem się znowu na tył kozła. Przysunąłem się do niego tak że całe moje ciało stykało się z jego tyłem. Położyłem swoje ręce na jego bokach i zacząłem je delikatnie wsuwać pod niego dążąc do jego sutków. Gdy już natrafiłem na nie rękoma, wziąłem je w palce i zacząłem drażnić.
- Cholera... szkoda, że nie mogę wziąć ich w usta. - mruknąłem.
-Cóż z pewnością... byłoby.... miło... -Odpowiedziałem
- Ahh... - Mruknąłem. Mimo iż przerażał mnie ten typ, jak również cala ta sytuacja, po prostu nie mogłem się powstrzymać...
- Już dłużej nie wytrzymam. - Powiedziałem i oblizałem dwa palce, po czym jeden z nich wsunąłem w niego. - Lepiej by było jednak gdybyś go nawilżył. Zdecydowanie lepiej by wszedł. - Zacząłem poruszać palcem w środku szukając charakterystycznego zgrubienia, po chwili dołączyłem też drugi.
- Cze.. Gdzie ty dotykasz.. - Przeszły mnie dreszcze.
- Tam gdzie powinienem. - powiedziałem. Złapałem swojego członka i zacząłem poruszać ręką, by go jeszcze bardziej pobudzić. - Nie masz żeliku? -
Zwróciłem się do białowłosego.
- Nie! Ni-Aahh.. mmm
No sory, ale nie mam. Wole naturalne sposoby
- Trudno. Będziemy musieli sobie poradzić inaczej.. - Naplułem sobie na rękę i zacząłem rozprowadzać ciecz po moim penisie. No cóż... będzie musiało wystarczyć. Ustawiłem się tuż za nim i byłem już gotowy do penetracji. Położyłem ręce na jego biodrach. - Wchodzę. - Rzuciłem i chwilę później byłem już w środku.
- Prze-stań... Nn... Ahh! - Odchyliłem głowę do tyłu, a po moich policzkach spłynęły łzy... Boli...
Zacząłem się w nim poruszać. Z początku powoli, a potem przyspieszałem ruchów. Nie trzeba było długo. Cała ta akcja mnie tak nakręcała, że byłem już na skraju. Chwilę później poczułem, że obaj doszliśmy w tym samym czasie. Wyszedłem z niego i klepnąłem go w tyłek.
- I co? Nie było tak źle... - powiedziałem i odszedłem na parę kroków.
 - A teraz sobie tu trochę poleżysz. - 
Ruszyłem w stronę Ikuo. Dobrze widziałem, że sam jest podniecony. No przecież nie zostawię tak chłopaka. He he... Podszedłem do niego i bez ostrzeżenia wpiłem się w jego usta. Odstawiłem aparat na statyw i przyciągnąłem go do siebie.
Dalej ciężko łapałem oddech... Mogliby mnie choć rozwiązać... Pociągnąłem nosem.
Kazuya dobrze całuje. To było całkiem przyjemne. Nie mogłem doczekać się co dalej.
Ściągnąłem z niego koszulkę, po czym pocałunkami zjechałem na szyję, robiąc na niej co jakiś czas ślady. Rękoma błądziłem po jego plecach, zjeżdżając co chwilę na jego tyłek.
-mm...Czekaj... Nie rozpędzaj się tak...
Spojrzałem na niego zdziwiony. Myślałem, że raczej tego chce... w końcu... wybrzuszenie w jego spodniach pojawiło się od momentu, gdy przywiązaliśmy rudego do kozła.
Ciekawe ile im to zajmie... Westchnąłem i ponownie zacząłem się mocować z liną. Dupa mnie boli...
Zbliżyłem swoje usta do jego ucha - mam też inne czułe punkty, nie skupiaj się tylko na jednym - wydyszałem mu do ucha
- Boisz się, że dojdziesz przez szyję? - zdziwiłem się.
W pewnym momencie udało mi się uwolnię rękę... TAK... Szkoda, że dopiero teraz. Po cichu ześlizgnąłem się z kozła... Kurwa... Nie będę prosto chodził, oj nie...
Ukucnąłem i pozbierałem z podłogi swoje rzeczy, nie licząc podartej bluzki, postanowiłem wiec zajebać ta gangstera. Ubrałem się i wykorzystując ich nieuwagę zwyczajnie spierdoliłem do domu.
- Głupi. Oczywiście że nie. Ale daj mi się też zabawić. - Odsunąłem się od Kazuyi, zaprowadziłem go do łóżka. [Kom. od piszącej: A chuj tam]
- Mam nadzieję, że nie myślisz o byciu seme? - spytałem podejrzliwie.
-Nie - odparłem, uśmiechając się podstępnie. - Myślę raczej o czymś lepszym. - Popchnąłem go na łóżko i zbliżyłem swoją twarz do jego narządów rozrodczych. [XD]
Uśmiechnąłem się do niego łobuzersko i dałem się poprowadzić.
Zacząłem lizać i całować jego penisa, po czym powoli włożyłem do do ust, coraz głębiej.
- Mmm... Wiesz co robisz... - powiedziałem i wsunąłem palce jednej reki w jego włosy.
-Dobrze ci? - Poprzestałem na chwilę
- Zajebiście, kontynuuj. - Pogłaskałem go po głowie.
Jak powiedział, tak zrobiłem. Przyłożyłem się do tego nieco bardziej, użyłem więcej siły. Chciałem by było mu jeszcze lepiej
- Dobra starczy, bo zaraz dojdę a chcę mieć jeszcze trochę siły na dalszą zabawę. - Podniosłem się do pozycji siedzącej i przyciągnąłem go tak, że usiadł na mnie okrakiem. Chwilę później jednak położyłem go na plecach i zawisłem nad nim. Zdjąłem mu spodnie, po czym dobrałem się do jego sutków. Wziąłem jeden w usta i zacząłem go drażnić językiem, co jakiś czas ssąc i podgryzając.
-Mmm...ah...
Zjechałem pocałunkami do linii jego bokserek. Zacząłem ściągać je z niego powoli, całując każdą część ciała która się wyłoniła z pod materiału. Chwilę później zajmowałem się jego penisem. Przejechałem językiem po całej jego długości, koncentrując się na najwięcej na główce. Zacząłem delikatnie ssać, po czym wsadziłem go sobie dosyć głęboko do ust i zacząłem poruszać głową. Nie mogłem niestety za długo tego robić, ponieważ miałem zbyt wielką ochotę już być w nim. Wsadziłem najpierw jeden, a potem także kolejny palec w niego. Po chwili nachyliłem się nad nim i szepnąłem mu do ucha.
- Jaką pozycję preferujesz?
-Haa..Aah niech b-będzie... tradycyjnie - Wyjąkałem
Uśmiechnąłem się do niego i odsunąłem się trochę. Uniosłem jego nogi do góry i ustawiłem się do penetracji. Wiedziałem, że jego nie muszę ostrzegać. Wszedłem w niego gładko i po chwili zacząłem się poruszać. Przyspieszyłem lekko tempo, ale starałem się być w miarę delikatny, żeby nie zrobić mu krzywdy.
Hah, cholera dobry jest. -Ah haa...mmm ah.. Ka...zuya- spojrzałem mu z łzami w oczy.
- Boli? - wysapałem.
-N..nie boli, ale ja... -Zamknąłem oczy, cholera
- Hmh? - zacząłem pchać coraz mocniej i oglądałem jego reakcje.
-Haa...Aa! Hmm...! Ja, ja za...zaraz... do...dojdę!-Spojrzałem na niego próbując się opanować, wyciągnąłem tylko rękę przed siebie chcąc go złapać
Wiedziałem, że spełnienie jest już blisko. Jeszcze parę pchnięć i oboje doszliśmy w tym samym momencie. Cholera... było zajebiście. Opadłem na łóżko koło niego i próbowałem uspokoić oddech.
- O kurwa...
Dyszałem mając zamknięte oczy. byłem cholernie zmęczony, ale było tak dobrze...
- Później pokażesz mi te zdjęcia, ale teraz muszę się przespać. - powiedziałem przyciągając go do siebie. - Jestem wykończony. - Chwilę później oboje byliśmy pogrążeni w śnie, a biedny rudy chłopiec po ciężkiej nocy w końcu dotarł do domu. Z bolącą dupą... sam...

-------------------------------KONIEC-------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz