Szukaj

piątek, 30 października 2015

Rozdział 33 (,,Something for everyone")

----------------------------------------JUN
Po wielogodzinnej drodze powrotnej, byliśmy w końcu w domu. Przez całą podróż było masakrycznie cicho. Nikt się nie odzywał... Aż miałem ochotę zacząć praktykować zabawę Shina we wkurwianie ludzi... Po przejściu progu, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Zostałem sam. Pooglądałem jeszcze trochę telewizję, po czym sam udałem się do siebie. Mimo wszystko też byłem wykończony.
------------------------------------AKIRA
Od naszego debiutu minął miesiąc. Byliśmy tak zabiegani, że nie mieliśmy praktycznie czasu dla siebie. Tsuki usychała z tęsknoty za Jun'em..., a raczej za seksem z nim..., a wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że nie mieliśmy siły na nic. Wszystko przebiegało pomyślnie, a nasza popularność rosła. W końcu po długim czasie prób, koncertów i różnych innych aktywności mieliśmy tydzień wolnego. Skierowałem się do salonu, aby pooglądać telewizję, ale gdy tam wszedłem siedzieli już tam Jun z Shin'em i grali na play station. Postanowiłem, że pooglądam jak im idzie. W końcu nie miałem nic do roboty... Usiadłem na kanapie obok Shina i zacząłem patrzeć na ekran. Gdy skończyli pierwszą rundę, Shin spojrzał w moją stronę i otworzył szeroko oczy, po czym szybko przesiadł się z drugiej strony Jun'a. Okej... to było dziwne.
W sumie rąbie mnie to. Shin wystarczająco często zachowuje się dziwnie, więc nie będę się nad tym zastanawiał. Po 5 minutach wyszedłem, bo oglądanie tego mnie tylko bardziej znudziło. Nie mając co robić ruszyłem do swojego pokoju pograć trochę na basie. Przećwiczylem kilka nowych kawałków. Przestałem kiedy zrobiłem się głodny. Hmm? To już 18? Tetsu powinien robić kolacje. Odłożyłem gitarę i udałem sie do kuchni. Gdy wszedłem do środka ujrzałem coś bardzo dziwnego. Shin pomagał przy robieniu obiadu! On się ruszył i coś zrobił! To jest bardziej dziwne niż Jun pomagający w porządkach. Młody stał przy kuchence i nalewał zupę do misek. Podszedłem do niego i spojrzałem mu przez ramię.
- Mam nadzieję, że to nie ty to gotowałeś. - powiedziałem, a on stanął jak wryty i upuścił miskę na podłogę roztrzaskując ją na kawałki. Momentalnie ukucnął i rozpoczął zbieranie kawałków porcelany. Po chwili zacząłem mu pomagać. Patrzyłem się na niego co jakiś czas, ale ten nawet na chwilę na mnie nie spojrzał.
- Au! - krzyknął po tym jak zaciął się o jeden z fragmentów.
- Pokaż go! - wziąłem jego palec do ręki i zacząłem oglądać. Nie ma odłamków. To dobrze. Krew lała się z palca, więc wziąłem go do ust. Gdy tylko dotknąłem nim warg, Shin wyrwał mi go, wstał jak oparzony i nie patrząc na mnie wybiegł z pomieszczenie. Eee... znowu? Zrobiłem coś nie tak?
--------------------------------------JUN
Siedzieliśmy z Tsuki w kawiarni. W końcu udało nam się spotkać w miejscu innym niż mój pokój. Ruda wyglądała na niezadowoloną. Po chwili wpadłem na pomysł.
- Chciałbym oficjalnie poznać twoich rodziców. - powiedziałem.
- Co? - Uniosła brew do góry. - Po co? Uwierz mi na słowo, nie spodobasz im się...
- Chcę żebyś mnie oficjalnie przedstawiła jako swojego chłopaka.
- No nie wiem... - Zmarszczyła brwi.
- No daj spokój... jak można mnie nie lubić? Nawet ty uległaś mojemu urokowi. - mrugnąłem do niej okiem.
- Uwierz... MOŻNA. Sam zobaczysz. To co? Jedziemy?
- Jedziemy! - powiedziałem i wyszliśmy z kawiarni. Ruszyliśmy w stronę motoru i odjechaliśmy w stronę jej domu.
-------------------------------TSUKI
Dojechaliśmy na miejsce... Miałam co do tego mieszane uczucia... Ale głupek chce, głupek dostanie. Szliśmy w stronę drzwi, otworzył nam je mój ojciec. Zmierzył wzrokiem Juna. Oho... Zaraz się zacznie. Tuż za plecami ojca stała mama.
- Oh ty jesteś tym barmanem, który przyszedł odebrać Shina? 
- Eee... nie, pomylił mnie pan z moim bratem bliźniakiem Tetsuyą, ja jestem Igarashi Jun. Miło mi państwa poznać. - powiedział i ukłonił się lekko.
- Wolałem bliźniaka. - Warknął mój ojciec. Prychnęłam.
- Jakby nas pan lepiej poznał, zmieniłby pan zdanie. - powiedział Jun.
- Wątpię... - Mruknął. - Tsuki... Nie mów mi, że to twój...
- Ta... - Oboje spojrzeliśmy na niego zniesmaczeni.
- Ohohoh... Zapraszam do środka. Co będziemy tak stać w wejściu. - Uśmiechnęła się mama. Udaliśmy się do kuchni. Ojciec wskazał krzesełko na przeciw siebie. Oho... będzie ciekawie.
- Powiedz mi Jun... ile masz lat?
- 24
- Czyli pracujesz już... gdzie?
- Jestem muzykiem, a konkretnie wokalistą w zespole rockowym. Mój brat i Shin, którego państwo poznali też do niego należą.- powiedział Jun.
- Shin-chan jest w zespole rockowym? - zdziwiła się mama.- Przecież to taki słodki chłopak.
- Nie uważasz, że warto by było się skupić na czymś poważniejszym niż koncertowanie? - spytał tata.
- Ja robię to na poważnie. To jest coś co kocham i mam zamiar to robić.- powiedział pewny siebie Jun. Mojemu tacie chyba nie bardzo się to spodobało.
- Gdybyśmy oddali ci naszą córkę... dałbyś radę ją utrzymać?- spytał ojciec. Yyy... oddali?
- Myślę, że tak, chociaż to chyba za wcześnie żeby mówić o takich rzeczach. Chyba nie chce mi pan oddać Tsuki po pierwszym spotkaniu...- Jun debilu, przeginasz. Szturchnęłam go i spojrzałam na niego znacząco. Wzruszył tylko ramionami i spojrzał znowu na ojca. Tata wyglądał jakby chciał wzrokiem sprawić żeby Jun się wycofał, ale ten sobie nic z tego nie robił. - Ale może być pan pewny, że jestem wobec niej poważny. I to co do niej czuję nie jest  jakimś głupim zauroczeniem.
- Phi... Wszyscy mężczyźni tak mówią. - Wzruszyłam ramionami.
- Czy dałem ci kiedyś jakiś powód żebyś przypisała mnie do tych ,,wszystkich" mężczyzn?- spojrzał na mnie wyzywająco.
- Chociażby na początku naszej znajomości.
- Chociażby wtedy to jeszcze nie była miłość złotko, tylko zaciekawienie twoją osobą. Ty się zakochujesz od pierwszego wejrzenia? - spytał lekko zirytowany.
- Nie, ale zawsze biore ludzi na powaznie i nie bawie się w znajomości na jedną noc idioto. - Wstałam i tupnęłam nogą. Gdy nagle mnie olśniło... Właśnie krzyczę na chłopaka którego próbuje wcisnąć ojcu jako "dobra partia"... Pff ta jakby to było możliwe. Spojrzałam na tate... Heh... On zawsze tak marszczy brwi? Posłałam mamie wzrok typu "Proszę ratuj".
- Ah... A więc powiedz Jun. Kim są twoi rodzice? - Uśmiechnęła się.
- Moi rodzice nie żyją. Zginęli w pożarze, gdy miałem 15 lat. - powiedział do mojej matki, po czym pochylił się do mnie i szepnął. - To dlatego, że tobie jedna noc nie starcza...
- Jak jesteś za słaby to co się dziwić, że mnie nie zaspokajasz. - Odszepnęłam.
- Nie to ty jesteś po prostu niewyżyta! - powiedział już nieco głośniej, a mój ojciec podniósł brew zaciekawiony.
- Moglibyście mówić głośniej? - Warknął chłodno.
- Od teraz tak - uśmiechnął się Jun pokazując przy tym zęby
- Oj nie denerwuj się tato... - Nastała cisza. - Nie warto... Wkurzała mnie już ta pauza. Zmarszczyłam brwi. - Dobra koniec końców, to jest mój chłopak, macie go zaakceptować i już.
- A tak w ogóle to słyszeli państwo jak gramy? - Jun całkowicie mnie zignorował.
- Nie Tsu nic nam nie pokazywała. - Mruknęła mama.
- A myślałem, że może widzieli państwo nasz ostatni koncert w telewizji - powiedział.
- Nie, dopiero dzisiaj dowiedzieliśmy się o twoim istnieniu. - powiedział ojciec, zupełnie nie zainteresowany tym co powiedział.
- Ojej to wy jesteście sławni?- jej zdziwienie mieszało się z ekscytacją.
- Tak, ostatnio zadebiutowaliśmy i mieliśmy wiele różnych aktywności. Dużo czasu spędziliśmy też w Tokio. - powiedział. - W mieście jest nawet pare bilbordów z reklamą naszego następnego koncertu.
Ale się przechwala skubany... Eh.. Mam tego dość... - Jun! A Tetsu to nie mówił, żebyś był u niego na dziewiętnasta!? - Krzyknęłam z olśnieniem.
Spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili zrozumiał o co mi chodzi.
- Tak. Przepraszam, ale zupełnie o tym zapomniałem, tak miło mi się z państwem rozmawiało. - powiedział i wstał.
- To my już idziemy! Dzięki ojcze za błogosławieństwo. - Powiedziałam wypychając go na dwór i zatrzaskując za nami drzwi.
- Do czego ci jego błogosławieństwo? - spytał uśmiechając się łobuzersko. - Fajnie było. Musimy to niedługo powtórzyć.
- Nie ma mowy! To co... Jedziemy do ciebie? - Uśmiechnęłam się.
- A może wrócimy do ciebie? - spytał i wskazał palcem górę domu.
- Serio chcesz, żeby mój ojciec cię zabił? - Uniosłam brew. - Dobra nie pyskuj, chodzmy juz. - Powiedziałam ciągnąc go za soba.
____________________________________

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz