Szukaj

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 15 (,,Something for Everyone")

~~AKIRA~~
Kurwa! Ale ja jestem głupi! Po chuj ja go do tego pokoju zatargałem? Czy mnie już kompletnie pojebało? Jak tak dalej pójdzie to Shin nie będzie chciał mi nawet cześć powiedzieć, bo będzie myślał, że się na niego rzucę. Boże... Akira ty debilu... Nie wierze... Najgorsze jest to, że mi się to w cholerę podobało. Miałem go zamiar.... nie, nie... boże... na szczęście w mojej głowie pojawił się obraz Tetsu z siekierą... dzięki bogu..., bo by się to zdecydowanie źle skończyło. Heh... Tetsu z siekierą lepszy niż antykoncepcja... zarąbie twoje pożądanie w 2 sekundy... Dobra... muszę się ogarnąć i go przeprosić jak trochę ochłonie. Ale ja jestem beznadziejny... zamiast najpierw pomyśleć to działam pod wpływem impulsu, a potem muszę przepraszać...
kurde... w sumie jak teraz o tym pomyślę to dobrze, że zatargałem go do jego pokoju, a nie do swojego. Chyba gorzej bym się czuł z myślą, że leży w MOIM łóżku bezbronny... jeszcze by jego zapach tam został i bym się zamienił w jakiegoś zboczeńca, który obwąchuje własną pościel... nie... gorzej ze mną... to przez głód... idę coś zjeść.
-------------~----------------------
~~TSUKI~~
Rozprostowywałam właśnie kości po skończonej nauce, trzy godziny... Będę miała garba. Spojrzałam na telefon. W sumie zastanawiam się co u Shina. Dalej cierpi z powodu kompleksu męskości? Wzięłam komórkę do ręki i wykręciłam numer.
- Cześć zdrajco.
- To było dla twojego dobra.
- Dupa.
- Jak tam z Akirą?
- Eee...
- Znowu coś zrobił?
- Całowaliśmy się.
- Czy ty aby na pewno nie jesteś gejem?
- Nie jestem! To forma pojedynku!
- Nie macie innych pomysłów na rywalizacje?
- Nie.
- Ehh... i po co ja się martwiłam...
- W ogóle Tsuki! JU Enterteiment chcą nas wypromować!
- To świetnie! Chcesz iść to oblać?... Zaraz nie... gówniarz.
- Nienawidzę cię.
- Ale gratulacje.
- Tsu... Wpadnij do mnie dziś wieczorem.
- Hmm zapraszasz mnie? A to nowość.
- Nudzę się ostatnio.
- No nie wiem...
- Jak ty nie wpadniesz to ja do ciebie przyjdę... Kto wie może zostanę na noc lub dwie.
- Nawet nie próbuj!
- To do dziewiętnastej Tsu! - Rozłączył się. Chamskie zagranie... W sumie czemu nie.
-----------------------------
~~JUN~~
Leżałem na kanapie w salonie i patrzyłem na sufit. E, jest dobrze. Wróciłem do starych nawyków. Nagle do pokoju wpadł radosny Shin i zepsuł moją błogą ciszę. Spojrzałem na niego zrezygnowany i już chciałem mu zwrócić uwagę, by był ciszej, gdy zobaczyłem rudą... co ona tu robi? Gdy tylko mnie zauważyła przystała na chwilę, po chwili jednak odwróciła wzrok i ruszyła za czerwonowłosym. Podeszli do mnie.
- Jun wywalaj z kanapy. - Mruknął Shin wskazując palcem na drzwi.
- Słucham? - Spytałem zdziwiony.- Nie pomyliło ci się coś gówniarzu?
- Jakbyś nie zauważył mam gościa, więc usuń się łaskawie z pomieszczenia.
- Ona się nie liczy jako gość. Nie jest tu mile widziana, a jakbyś chciał wiedzieć, to masz jeszcze swój pokój i inne pomieszczenia w tym domu. Ja tu byłem pierwszy. Nigdzie się nie ruszam.
- Mów za siebie Jun ja przyszłam do Shina. - Zmarszczyła brwi.
- Właśnie tam są drzwi i tak zalegasz tu całe dnie.
- I będę zalegał jeszcze tyle ile będę chciał, a jakbyś chciała zauważyć rudzielcu to mówiłem za siebie.
Kurwa... mimo jej słów, cholernie ucieszyłem się, że przyszła... pojebało mnie.
- Eh Tsuki... nie pozostaje nam nic innego jak go zignorować... - Mówiąc to walnął się na mój brzuch. 
- Siadaj Tsu. - Poklepał miejsce obok (Mianowicie moje nogi)
- Shin debilu, złaź z mojego brzucha! - krzyknąłem, ale on mnie zignorował. - Jeżeli w przeciągu 2 sekund, nie zejdziesz ze mnie, to konfiskuje plejaka na tydzień!
- Pff! Mówisz jakbyś mógł to zrobić! Siadaj Tsu nie krępuj się. - Spojrzała na niego jak na wariata...
- Ciekawe z czyjej kasy był kupiony...
- Niech pomyślę... Tetsu?
- Akurat plejaka... to kupiłem ja z kasy którą zarobiłem jak pracowałem jako dostawca.- powiedziałem, patrząc na niego wkurzony.
- Nie przechwalaj się. - Wbił mi łokieć w brzuch. - Wywalaj z kanapy!
Wkurzyłem się. Koniec tego dobrego. Zrzuciłem go z siebie, tak że wylądował na podłodze. Postanowiłem pokazać mu jak to fajnie, jak ktoś siedzi na tobie i zrobiłem to co on przed chwilą.
- I co? Fajnie szczeniaku? - Zaczął się ze mną siłować. 
- Jun grubasie! Zejdź... Nie mogę oddychać...
Przytrzymałem jego nadgarstki, bo zaczął okładać mnie rękoma.. Nagle zobaczyłem Akirę stojącego w drzwiach, wyglądał na zszokowanego. Po chwili na jego twarzy pojawiło się... zdenerwowanie?... Podszedł do mnie szybko i zepchnął mnie z Shina, po czym pomógł tamtemu wstać. Patrzyłem na niego zszokowany.
- Akira? Co ci...
- Czemu na nim siedziałeś? - powiedział... zły? Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tu chodzi? Shin wstał, otrzepał się i spojrzał lekceważąco na czarnowłosego.
- Pff sam też bym sobie poradził. - Po czym chwycił rudą za rękę i cisnął nią w stronę wolnej kanapy siadając obok.
- Ojej przykro Jun, teraz nasza kolej.
Nadal byłem w szoku. Co się tu dzieje? Podniosłem się z podłogi i usiadłem na kanapie obok Shina. W końcu kanapa była duża... w ogóle po co kazali mi z niej schodzić? I tak by się zmieścili... Gdy usiadłem Akira spojrzał na mnie ponownie i wepchnął się między mnie, a Shina prawie zwalając mnie z mebla.
- What the fuck? Akira... czy ty masz jakiś problem?! Do kurwy nędzy! Co ci odbiło?! - spytałem.
-Mi? Nic. Ja tylko chciałem usiąść na kanapie. - Unikał mojego wzroku jakby się czegoś wstydził. Co tu się kurwa dzieje?!
- Eee...eee...nie... ja... Idę stąd.- Kręcąc głową w niedowierzaniu, wyszedłem z pokoju.
---------------------------------------
~~TSUKI~~
Uff wyszedł...  Spojrzałam na młodego, wydawał się jakby inny.
- Ściąłeś włosy Shin?
- Taa... Mama prawie dostał zawału przez te czarne końcówki.
- Dobrze ci jest w krótszych. - Uśmiechnęłam się. Wtem Akira spiorunował mnie wzrokiem... Ee... Zrobiłam coś nie tak?
- Shin... Czemu Jun na tobie siedział? - Akira zmarszczył brwi, patrząc w przestrzeń.
- Bo jest idiotą. - Wzruszył ramionami czerwonowłosy. Czy mi się wydaje, czy Akira jest o niego zazdrosny? Niemożliwe... Ten jednak dalej piorunował podłogę wzrokiem. Sprostowałam mu więc sytuację. Po moich wyjaśnieniach odetchnął z ulgą... Podejrzane...
- Jesteś głodna Tsu? - Rzucił Miyagi.
- Nadeszła moja pora na pasożytowanie w twojej kuchni? - Zaśmiałam się.
- To znaczy tak?
- Yup.
- To zapraszam do kuchni. Mama zrobi nam coś do jedzenia!
- Ty nie męcz biednego Tetsuyi!
- Dobra... zrobię nam kanapki.
- Tylko się nie zabij... - Weszliśmy do kuchni. Przy lodówce stał Jun.
- Czy ty musisz za nami łazić!? - Syknął czerwonowłosy.
- Słucham? - To nie było pytanie, a raczej niedowierzanie.- Shin, daj ty mi już spokój i idź sobie. Zwolniłem wam salon.
- To zwolnij i kuchnie.
- Wyluzuj Shin, mi tam on nie przeszkadza... - Skłamałam, ale było mi głupio go tak ciągle wypędzać... To w końcu jego dom.
- Co nagle mnie lubisz? A ostatnio nie powiedziałaś mi czegoś innego? Pfff...
- Nie schlebiaj sobie. Powiedziałam tylko, że mi nie przeszkadzasz. - Wywróciłam oczami.
- No, a ja mówię, że ostatnio przeszkadzała ci moja obecność
- Jak mi się nie narzucasz, fakt, że znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu... mało mnie obchodzi...
- Przepraszam, że okazywałem ci zainteresowanie... Forever Virgin.
- Skąd wiesz, że jestem dziewicą? - Blefowałam, ale mnie zdenerwował... Shin także spojrzał na mnie zdziwiony.
- Od razu było widać, po twoich reakcjach na mój dotyk i tym, że nie masz w ogóle doświadczenia w całowaniu... mówiąc szczerze... kiepsko ci to szło... chociaż z każdym następnym było lepiej... powiedzmy.
- Może po prostu nie chciałam cię całować? - Uniosłam brew. Shin jeszcze szerzej otworzył usta.
- Twoje ciało mówiło co innego..., bo niby dlaczego serce ci tak waliło, byłaś cała czerwona i miałaś gęsią skórkę na całym ciele? Tak, widziałem to i dużo więcej... w sumie mogę się założyć, że po paru momentach robiłaś się mokra tam na dole...
Spojrzałam z przerażeniem na Shina. Wtf... To chyba ja powinnam spalić tu cegłę... Jun draniu... Odchrząknęłam... 
- Może trochę mnie zaszokowałeś? Każda dziewczyna by tak zareagowała, gdyby jakiś zboczeniec się do niej dobierał...
- Jakby jakiś zboczeniec się do nich dobierał to by raczej były przerażone, a nie ledwo stały na nogach z podniecenia... A tak poza tym... to, że cię ,,zaszokowałem" potwierdza tylko to, że nie masz żadnego doświadczenia. Czyżbyś właśnie się przyznała? I nie wiem co jest w tym szokującego... szczególnie, że w twoim przypadku z niczym się nie spieszyłem...
Czerwonowłosy oparł się o lodówkę... To dla niego za dużo... Jeszcze się chłopak zgorszy... 
- Zaszokowana byłam tym, że jakiś palant którego ledwo znam myśli, że ma jakieś szanse tak z biegu mnie poderwać... Sorki nie jesteś w moim typie. - Shin prychnął.
- A jaki jest twój typ? Szary okularnik, bez charakteru z niską samooceną?
- Nie, ktoś kto nie jest tobą. - Zmarszczyłam brwi.
- Dawaj Tsu zniszcz go! - Dopingował mnie Shin... Serio to nie było potrzebne...
- Czyli jest z tobą źle... Zdecydowanie masz coś z głową... masz pojęcie, że jesteś pierwszą dziewczyną, której się nie podobam? Chyba powinnaś się udać do lekarza. To pewnie coś z głową
- Nie Jun... To nie jest chore. Ale w sumie nie dziwię się, że takiemu narcyzowi jak ty wydaje się to być nienormalne. Spójrz prawdzie w oczy, nie jesteś taki wspaniały jak ci się wydaje. - W tym momencie do pokoju wszedł Tetsuya.
- Serio uważasz, że powinienem przejąć się tokiem myślenia jednej dziewczyny?... chociaż w sumie nie jestem pewny czy jesteś dziewczyną, skoro nie podobają ci się faceci..., a może ta twoja przyjaciółka powinna uważać na ciebie... jak jej tam było? Mai?... z resztą nieważne...
- Mówiłam ci już... To, że nie lece na ciebie nie oznacza, że nie lubię facetów. Słuchaj ze zrozumieniem.
- Ee... Co się tu dzieje? - Wtrącił się Tetsuya.
- W sumie... mimo twojego wyglądu to nie widziałem zainteresowania twoją osobą u innych facetów, a wiesz mi... mam świetny zmysł obserwacji... i  w sumie chyba wiem czemu... odrzuca ich wszystkich twój charakter...
- Teraz to dowaliłeś... Znamy się za krótko, żebyś mógł stwierdzić czy nie mam innych facetów. Przecież nie obserwowałeś mnie dzień i noc... Spotkaliśmy się tylko pare razy.
- Nie ignorujcie mnie! Jun, Tsuki starczy! - Warknął Tetsuya.
- Racja Mamo! Tsu nie musisz się z TYM kłócić, przeciez i tak wiadomo, że masz racje... O cokolwiek by w sumie nie poszło... Nieważne! Tetsu jesteśmy głodni!
- A podobno miałeś zrobić kanapki... - Rzuciłam z politowaniem.
- Siadajcie przy stole, zaraz coś ugotuje. - Ruszyłam we wskazanym kierunku, ale kiedy miałam już usiąść na krześle Jun prowokacyjnie mi je wsunął. Zmarszczyłam brwi.
- Rodzice nie nauczyli cię szacunku do kobiet?
Nagle na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie, które po chwili zmieniło się w złość.
- Widzisz... tak wyszło, że nie zdążyli - powiedziawszy to wyszedł z kuchni, trzaskając drzwiami.
Ee... O co chodzi. Spojrzałam na Tetsuye. Patrzył się zamyślony na drzwi...
- Co go nagle ugryzło?
- Myślę, że powiedziałaś za dużo.- powiedział Tetsu.
- J-ja!? Czemu? Ale to on zaczął...
- Nie o to chodzi. Widzisz... Gdy byliśmy z Jun'em w gimnazjum, nasi rodzice zginęli w pożarze. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nie mieli szans na przeżycie, a wszystko działo się na naszych oczach. Właśnie mieliśmy wejść do domu, gdy nastąpił wybuch. Od dnia pogrzebu, bezustannie siedział przy ich grobach. Przestał chodzić do szkoły, nie chciał nic jeść, kilka razy trafił do szpitala z powodu zasłabnięcia.Jun, którego teraz widzisz jest osobą silną, ponieważ udało mu się w końcu przezwyciężyć trudy przeszłości, ale nadal nie potrafi znieść, gdy ktoś mówi źle o naszych rodzicach. Wiesz... przed wypadkiem... Jun był idiotą takim jak Shin... też było go wszędzie pełno, ciągle się uśmiechał i miał pełno przyjaciół. Był także bardzo przywiązany do rodziców... dlatego ich śmierć aż tak na niego wpłynęła... - powiedział Tetsu.
- O boże nie wiedzialam - Nigdy bym nie pomyślała, że ten idiota mógł przez coś takiego przejść... Zachowałam się podle. - Idę go przeprosić. - Wstałam z krzesła i ruszyłam w kierunku jego pokoju. Zatrzymałam się przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech... Ta rozmowa będzie ciężka... Postałam tak jeszcze chwilę zanim odważyłam się zapukać. Nikt nie odpowiedział. Byłam pewna, że słyszałam jak wchodzi po schodach... A może pomyliłam drzwi?
- Jun wchodzę. - Leżał na łóżku tyłem do mnie.
Spojrzał tylko na mnie przelotnie i wrócił do patrzenia się w sufit.
- Egh... Możemy porozmawiać? - Podrapałam się po głowie... To była taka niezręczna sytuacja...
- Mów. - powiedział, podnosząc się do pozycji siedzącej. Spojrzał na mnie pustym wzrokiem.
- Przepraszam za tamto... Nie wiedziałam o niczym i powiedziałam za dużo...
- Wiem. Nie martw się tym. Tetsu ci powiedział?
- T-ta... - Odwróciłam wzrok. - Nie chciałam się wtrącać... wybacz...
- Nie, spoko. Skoro Tetsu zdecydował, że chce ci powiedzieć, nic mi do tego. To nie jest żadna tajemnica, po prostu nie ma się czym chwalić. Nie mam ci za złe tego co powiedziałaś, bo wiem że o niczym nie wiedziałaś..., ale ja... no po prostu... to nadal mnie boli...
- Powiedziałeś to samo co twój brat Słuchaj nie dziwi mnie to... nie wyobrażam sobie... - Urwałam, może lepiej nie wspominać już o tym... Ale co teraz? Wyjść? Chyba nie mogę...
- Chodź tu. - powiedział i poklepał miejsce obok siebie.- Nie stój tak w drzwiach.
Przełknęłam ślinę... Ta niezręczna atmosfera... Zrobiłam jednak jak mi kazał.
- Przestań już. Nie masz się czym zadręczać. Nie możesz się postawić na moim miejscu, więc nie zrozumiesz jak się czuję, ale nikt tego od ciebie nie oczekuje... wiem, że gdybyś wiedziała nie powiedziałabyś tych słów... poza tym... w naszej dzisiejszej kłótni, padło wiele słów, które nie powinny paść także z mojej strony, więc uważam, że nie masz się czym martwić. Ja też muszę cię przeprosić. Przegiąłem, wybacz. Nie tylko dzisiaj, ale też ostatnio. Właściwie... powinienem cię przeprosić za całe moje dotychczasowe zachowanie... po prostu traktowałem cię jak każdą inną dziewczynę..., ale nie jesteś jak inne. Co za ironia, że jestem jedynym facetem, który ci się nie podoba, a ty jesteś jedyną dziewczyną, która mnie zainteresowała...
Ee... To on zaczął przepraszać mnie i zaraz... CO!? Zainteresowałam go!? Ale z której strony? Czemu? W sumie to nie tak, że go nienawidzę...
- Co przez to rozumiesz?
- No...- miałam wrażenie, że dopiero teraz dotarło do niego to co przed chwilą powiedział... czy on się zarumienił?!- Po prostu jesteś inna... i jestem ciebie ciekawy. Nie jesteś łatwa jak inne, jesteś inteligentna i masz ciekawy charakter...
- Ciekawy? Czy to nie ty powiedziałeś, że jestem nudna? - Czekaj stop! Nie zaczynaj... - To znaczy... Dziwne, że tak nagle. Aż ciężko mi w to uwierzyć...
- Kłamałem. Serio myślisz, że uganiał bym się za laską, która nie jest interesująca? - Spojrzał na mnie z tym zawadiackim uśmieszkiem, oho chyba wraca do siebie.
- Uff uśmiechnąłeś się... Ulżyło mi.
- Unikasz odpowiedzi
- Ee? Na co?
-Właściwie nie ważne... to było pytanie retoryczne... na pewno jestem skreślony na starcie? - spytał, patrząc mi w oczy.
- To nie tak, że cię nienawidzę... Poprostu mnie zdenerwowałeś. Chodzi mi o to, że nie jesteś taki ostatni. - Odwróciłam wzrok... To był taki ukryty komplement... Widzę, że u mnie z tym ciężko...
- Możemy zacząć naszą znajomość od początku? - spytał, wyciągając w moją stronę rękę. - Jak się nie zgodzisz wyjdę na idiotę
- Czemu nie. - Uśmiechnęłam się przyjaźnie chwytając jego dłoń.
- Mogę cię przytulić? - uśmiechnął się szeroko.
- Eee... Ale czemu? - Odsunęłam się trochę.
- Tak, jakoś poczułem usilną potrzebę przytulenia się do kogoś, a że jesteś pod ręką...
Wywróciłam oczami w sumie jestem mu coś winna. Przecież od tego nie umre. Objęłam go lekko. Boże to takie... Dziwne...
- Boże, ale ty jesteś malutka...- Na tą uwagę, chciałam się odsunąć, ale on przytulił mnie mocniej.
- Egh... miażdżysz.
- Wybacz.- puścił mnie i zobaczyłam jego szczery uśmiech.- Chodźmy do kuchni, pewnie się zastanawiają jak ci poszło.-
- A ja myślałam, że to kobieta zmienną jest. - Mruknęłam do siebie. Jego nastawienie całkowicie się zmieniło...
- Powiedzmy, że uraziłaś wcześniej moją męską dumę, dlatego się tak zachowywałem. Tylko nikomu nie mów, przynajmniej nie Shinowi, bo nie da mi żyć. Nie łatwo było to powiedzieć.
Ups... słyszał, no nic. Oboje szliśmy do kuchni. Wyjrzał z niej Shin.
- Tsu jak poszło?
- Tak jak widzisz. - Shin spojrzał na Juna stojącego za mną.
- Wow, takich efektów się nie spodziewałem. Jun nie wiedziałem o niczym... wiesz... miałeś pojebane dzieciństwo nie polecam. - Uśmiechnął się. Boże Shin... - A właśnie, miałem po was iść, bo Mama nie chce bez was zaczynać.
__________________________________
Zapraszam wszystkich do pisania na chacie!! Mam także prośbę do osób, które piszą komentarze z anonima: Czy moglibyście się jakoś charakterystycznie podpisywać? Może to być nawet cos w stylu ,,XYZ", ale chciałybyśmy po prostu wiedzieć czy komentują ciągle te same osoby czy różne ^^ To do czwartku :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz